VideoBar

Ta treść nie jest jeszcze dostępna przez szyfrowane połączenia.

piątek, 13 maja 2011

ROZMOWY O ZMIERZCHU 3

PSY SZCZEKAJĄ, KARAWANA JEDZIE DALEJ...

Stary człowiek z wnuczkiem jechali na ośle pewnego upalnego dnia. Przechodnie skomentowali: "Popatrzcie na tych dwóch, co zmuszają biedne zwierzę do dźwigania podwójnego ciężaru". Stary człowiek zsiadł zatem, zaś na ośle jechał wnuczek. Wtedy ludzie powiedzieli: "O, spójrzcie na tego młodzieńca. Jedzie sobie wygodnie, podczas gdy jego stary dziadek musi iść w tym upale. Oto dzisiejsza młodzież, żadnego szacunku dla starszych". A więc wnuczek zsiadł, a na ośle jechał dalej dziadek. Jednakże chłopiec musiał biec, aby nadążyć za osłem, co spowodowało następną przyganę przygodnych obserwatorów: "Tylko popatrzcie ludzie! To biedne dziecko musi biec w taki upał, bo staremu zachciało się wygody". Sprawiło to, że dziadek zsiadł i dalej obaj szli piechotą, prowadząc osła za uzdę.


Zastanawiałem się właśnie, jak wykorzystać tę starą wschodnią anegdotę, a tu dostaję maila z Polski, gdzie wśród opisu różnych aspektów polskiej „nierealnej rzeczywistości” przeczytałem, że „koleżanki w pracy mówią, tż normalni ludzie jedzą wszystko (hmm... miała to być „taktowna” aluzja do diety wegetariańskiej mojej korespondentki, dająca niedwuznacznie do zrozumienia, kto tu jest normalny, a kto nienormalny), a z uczciwości musisz się spowiadać, bo to jest naganne.”

Na podstawie opowieści o dziadku i wnuczku oraz powyższego cytatu wniosek może być tylko jeden: słuchać głosu własnego rozsądku, a nie tego, co ma do powiedzenia na nasz temat tak zwana „opinia publiczna”. I wydawało by się, że to załatwia sprawę, gdyby nie fakt, że tak samo jak nie zawsze sami wiemy, jakie postępowanie jest właściwe, również nie zawsze opinia publiczna nie ma racji. Słuchać zatem tego, „co ludzie powiedzą”, czy nie słuchać?

Nie ma na świecie kraju, gdzie nie istniały by pisane i nie pisane prawa, etyczno-moralne zasady współżycia społecznego oraz obyczaje i tradycje charakterystyczne tylko dla danego narodu. Każdy z nich posiada strukturę, na której opiera się życie i współżycie. Jest to mniej lub bardziej sztywny wzorzec, do którego każdy z nas musi się dopasować, aby nie zostać zepchniętym poza margines społeczeństwa. Zanim posłuchamy lub nie posłuchamy głosu opinii publicznej, musimy być w zgodzie z tym ogólnym schematem, dającym nam pewne pojęcie czy to, co właśnie zamierzamy zrobić jest właściwe, czy niewłaściwe.

Na przykład co roku miliony ludzi na świecie stają przed poważnym dylematem: co ujawnić, a co ukryć przed Urzędem Podatkowym. Niektórzy idą nawet dalej, bo próbując usprawiedliwić swoje krętactwo, zastanawiają się głośno – w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak – w jak nierozsądny sposób Państwo gospodaruje „naszymi” pieniędzmi, trwoniąc je na zbrojenia, niewłaściwą gospodarkę wewnętrzną oraz głupią politykę międzynarodową. Tymczasem prawo każdego kraju mówi, aby „oddać cesarzowi co cesarskie” i nie przejmować się, co z tym zrobią ci, których przecież sami wybraliśmy swoimi reprezentantami w demokratycznych wyborach. Bądźmy konsekwentni!

Przede wszystkim, dlaczego mamy naśladować innych i czy naprawdę musimy tak samo krakać jak wszystkie wrony lub iść owczym pędem w tę samą stronę co reszta baranów? Każde dziecko zna odpowiedź rodziców na swoje: „A bo on/ona tak robi” w postaci: „A jak on/ona wsadzi palec w ogień, to ty też to zrobisz?”

Jeżeli zatem dopasujemy się do prawa i damy „cesarzowi co cesarskie” bez zawracania sobie głowy co dalej, automatycznie odpada nam mnóstwo spraw i kłopotów. Cóż z tego, że nasz szwagier – który co roku balansuje na krawędzi podatkowego przestępstwa – nas wyśmieje! Cóż z tego, że być może nawet najbliższa rodzina nas potępi? My wiemy swoje, śpimy spokojnie i co się tyczy tej sprawy możemy wzruszyć ramionami na to „co ludzie powiedzą”. Jeśli w jakimś miejscu jest ograniczenie szybkości do 60 km/godz., to jedźmy 60, a nie będziemy musieli obawiać się policyjnego radaru. Jeśli gdzieś nie wolno parkować, to szukajmy innego miejsca, a nie będziemy siedzieć jak na szpilkach bojąc się, że nas odholują. I tak samo jest ze wszystkim, z każdym aspektem życia codziennego.

Innymi słowy, już samo przestrzeganie tych wszędzie widocznych i każdemu znanych praw i zasad sprawia, że nasze codzienne życie jest o wiele spokojniejsze i pod wieloma względami bezpieczniejsze, nie mówiąc już o tym, że w ich świetle żyjemy uczciwie i zaliczamy się do porządnych, godnych zaufania obywateli, którzy nie mają powodu przejmować się tym „co ludzie powiedzą”.

Opinia publiczna to nic innego jak krytyka, rzadko się bowiem zdarza, żeby jej głos kogoś chwalił. Krytyka zaś – jak wiemy z poprzedniej rozmowy – może być konstruktywna, czyli budująca oraz destrukcyjna, czyli niszcząca. Głos opinii publicznej teoretycznie powinien należeć do tej pierwszej kategorii, czym pomagał by grupie ludzi u steru rządów w konstruktywnym kierowaniu państwem. Jest to jednak jedynie teoria, bo opinia publiczna jest niejednolita, składająca się z głosów wielu ludzi, z których każdy wyraża co najmniej jedną, swoją własną, indywidualną opinię. Dlatego w każdym państwie są instytucje zajmujące się z jednej strony badaniem, a z drugiej kształtowaniem opinii publicznej w celu umiejętnego wykorzystywania jej w kierowaniu polityką państwa i manipulowaniu narodem. Głównym narzędziem tej instytucji jest statystyka, która – jak wiemy doskonale – również podlega manipulacji i daje fałszywe, choć „naukowo” wyglądające dane.

Nas jednak obchodzi ta mała, lokalna opinia publiczna, która tworzy się wokół nas samych w pracy, w kręgu rodziny, najbliższych znajomych i sąsiadów. Ta, która bardzo rzadko jest konstruktywna, pomagająca nam zmienić się na dobre, za to o wiele częściej jest destrukcyjna i wzbudza w nas brzydkie odwetowe uczucia. Cóż przechodniom do tego, kto jedzie na ośle – dziadek, wnuk czy obaj? Dlaczego mamy się spowiadać z własnej uczciwości, która w naszym kraju „stała się naganna”? Co począć z tym „co ludzie powiedzą”? Co począć z tą lokalną opinią publiczną, która potrafi nam zatruć życie jak pasożyt, jak drążący robak, niszcząc nasz spokój, nasze życie rodzinne, karierę zawodową, stosunki towarzyskie itd. Co zrobić, żeby sąsiad nie zaglądał nam do garnka, szwagier do portfela, teściowa do łóżka, a reszta rodziny nie decydowała, do jakiego mamy chodzić kościoła? Co zrobić, aby uniezależnić się od tej „opinii publicznej”?

Odpowiedź jest prosta. Z opinią publiczną – jaka by ona nie była – mamy problem tylko wtedy, gdy po pierwsze mamy słaby i chwiejny charakter, a po drugie, gdy sami nie jesteśmy w porządku, kiedy czujemy, że coś jest nie tak w naszym postępowaniu, kiedy nasz kompas moralny waha się pomiędzy plusem a minusem, zbyt często przechylając się na minusową stronę. Wtedy oglądamy się ukradkiem czy nas ktoś nie widzi, ukrywamy lub tuszujemy nagie fakty i boimy się „co ludzie powiedzą”, czyli jaką o nas wydadzą opinię.

Dlatego przede wszystkim musimy być w zgodzie z samym sobą, ze swoim kompasem moralnym, ze swoim sumieniem. Musimy być w zgodzie z prawami i ogólnie przyjętymi zasadami. Z tej zgodności rodzi się pewność siebie, wzmacnia się charakter oraz gdzieś niepostrzeżenie znika chwiejność i niezdecydowanie. Ludzie będą nadal – a może nawet więcej – na nas psy wieszać, ale my przestaniemy się przejmować tym co „ludzie powiedzą”, bo to nie ludzkie słowa nas krzywdzą i niszczą, lecz nasze własne reakcje na nie, zaś słowa nie będą urażać naszej dumy, jeśli jej nie będzie.

I jeszcze jedna sprawa, która posłuży nam za podsumowanie dzisiejszej rozmowy. Nikt i nic, żadna osoba prywatna ani instytucja, bez względu na to jak szacowna i ważna, nie ma prawa wtrącać się do naszego prywatnego wnętrza. Mamy prawo jeść i pić to, co nam smakuje i co nam się podoba, nawet gdyby to był mało znany Polakom wegetarianizm i zupełna abstynencja. Mamy prawo należeć do każdego legalnego związku, religii i stowarzyszenia, nawet jeśli ktoś mu w swej ignorancji przyczepił etykietę „sekty”. Mamy prawo cenić, czcić, przyjaźnić się oraz lubić i kochać tych, których nam się podoba – i to bez względu na ich narodowość, kolor skóry i wyznanie – a unikać tych, którzy nam się nie podobają. Mamy prawo wierzyć w to, co chcemy i nie wierzyć w to, czego nie chcemy. Te prawa gwarantuje nam nie tylko konstytucja, lecz dana nam przez Naturę wolna wola. Do tych naszych praw nie wolno wtrącać się ani ojcu, ani żonie, ani szwagrowi i wara od tego opinii publicznej oraz różnym „radyjom” i „telewizyjom”.

Jeżeli więc po podstawieniu naszych myśli, słów i uczynków do właściwych wzorców oraz po analizie i zastanowieniu okaże się, że jesteśmy w zgodzie z prawami naszego kraju, z zasadami etyczno-moralnymi oraz z tymi obyczajami i tradycjami naszego narodu, które prowadzą do dobrego, a nie do złego; jeżeli jesteśmy uczciwi i szczerzy w stosunku do siebie i bliźnich; jeżeli jesteśmy prawdomówni w każdej sytuacji i zgodni z własnym sumieniem; jeżeli – jeśli już musimy krytykować – jest to krytyka konstruktywna, a nie destrukcyjna, to głos opinii publicznej na nasz temat nie powinien nas obchodzić. Niechaj sobie psy szczekają, a my róbmy swoje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz